Wczoraj od samego rana czułam, że już dłużej tak nie mogę i że trzeba coś z tym zrobić, trzeba coś zmienić. Gdy się z NIM spotkałam czepiałam się wszystkiego by sprowokować dyskusję. ON oczywiście nie pozostawał obojętny na zaczepki. I awantura była gotowa. Na szczęście udało nam się zatrzymać na poziomie "ostrej wymiany zdań". Padały ciężkie argumenty a po nich -cisza...
Długo nie wytrzymałam, zaczęłam GO trącać i łaskotać. ON z ochotą przyłączył się do zabawy.
I tak oto nie znajdując rozwiązania i niczego nie zmieniając jesteśmy szczęśliwi.
Dziś za oknem znów świeci słońce
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz